Bo jesteśmy normalni
Monday, July 20, 2009 | Author: rafi
No i wróciło wszystko do normy. Jeśli cokolwiek "normą" nazwać można, bo przecież dla jednych norma jest nienormalnością dla innych. W każdym bądź razie odchylenia od mojej osobistej normy zanikły wraz z wyjazdem Ślonskiej Kluchy. Ech, co to za czasy były! Inksze takie. Jo żech wtedy był synek, oj byłżech, był... Ale co tam, nie będę udawał, że ślonski znom, bo ciacanym mamlasem w ancugach jo żech...
Ale w hołdzie i w podzięce za wspaniałe dni skladam kawałek sztuki:

Loto, tyro Pan Hilary, do dekla mu piere,
bo kaś ten boroczek stary, posioł swoje brely .
Szuko w galotach, kabot obmacuje
przewróciył szczewiki, psinco znejduje.
Bajzel w szranku i w bifyju
a już leci do antryju.
„ Kurde”- woło- „ kurde bele”
ktoś mi rąbnął moje brely .
Przewraco leżanka i pod nią filuje,
borok se wnerwił, gnatów już nie czuje .
Szuko w kafloku, kopie w kredensie,
glaca spocono, cały se trzynsie.
Diabelskie berle na amym kajś wcięło,
za oknym już downo blank se ściemnieło.
Naroz do zdzadła zaglsdo Hilary,
aż mu po puklu przefiurgły ciary.
Patrzi na kichol, po łebie se puko,
bo znejdły se brely, ty co ich tak szukoł.
Czy to nie ma gańba, no powiedzcie sami,
mieć brely na nosie, a szukać pod ryczkami?

Mom nadzieja, że wrócisz :)
|
Szansa z nożem w dłoni
Saturday, April 18, 2009 | Author: rafi
No tak. Oczywiście. Tak było zawsze, jest i będzie. Jak już jakaś okazja się pojawi, to za nią stoi stado haczyków, kruczków i innych chytrych żyjątek.
Człowiek myśli, że to już czas się położyć, zrelaksować tak mocno, by zapomnieć o oddychaniu, a tu łapa jakiejś tak zwanej nadziei wyrywa go z marazmu.
Jakiś taki dziwny ten rok, heh, niemal już jego połowa. Mianowicie na rynkach światowych Krycha (czyt. kryzys) rozwaliła się jak na salonowej kanapie, przez co ulubioną rozrywką staje się skok bungee, tyle, że bez liny. U mnie osobiście miłość kwitnie, pracodawcy przebijają się ofertami byle mnie na swoją stronę przeciągnąć (choć nie zaryzykowałbym stwierdzenia, że zaszaleli z tymi propozycjami), a już nie tak świeży kumpel z roboty powoli zmienia moje nastawienie do życia. Taka mała wiosna... Choć jak tak rzucić okiem, to w tle tych wybuchających kwiatami drzew, niemal seledynowej odcieni traw i skrzeczącym ptactwie, nawet "Pasażer" zespołu Coma wydaje się wesolutką pioseneczką. Więc może to ta pora roku?

Tak więc, nadejszla (cytując Pawlaka) - Szansa. Wesoła, świeża, pełna życia i chęci do zmian, z tysiącem obietnic, nadziei. Mogę lepiej wyglądać, czerpać radość z istnienia, marzyć, pragnąć, czynić. I latać mógłbym zapewne, gdybym nie musiał przez to całe szczęście przeciskać się niezwykle cieniutką ścieżynką, kroczyć po niezmiernie wątłej nitce. Nieuważny krok, nieodpowiednie słowo, niewłaściwe spojrzenie i wszystko ląduje w zakładce Przeszłość. Strasznie to wszystko delikatne, kruche i ulotne. W chwili obecnej nie wiem czy udaję czy jestem sobą. Granice się pozacierały, nie wiem co jest dobre a co złe, co wypływa z mojego sentymentalnego serca, a co z pragmatycznego rozumu... I jedna, głupia kropka nad i, może wszystko zmienić.
I dylemat - być ostrożnym i czekać aż wbije mi nóż w plecy (destrukcja przez autosugestię) czy bezmyślnie chwytać chwilę (destrukcja przez bezmózgowie)?

Niemniej dzięki, że jesteś. Codziennie dajesz mi powody do zastanowienia się nad sobą, w ogóle sprawiasz, że myślę (!), sprawiasz, że widzę nadzieję... A to wiele dla mnie znaczy...
|
Koszmary
Thursday, February 19, 2009 | Author: rafi
Nie lubię tego typu snów.
A czasem się zdarzają. Tak jak i dziś...
Budzę się z płaczem, przerażony, pełen nadziei, że to był tylko sen i zaraz o nim zapomnę. Jednak po przebudzeniu nie jest wcale lepiej, bowiem zawsze powstaje pytanie: dlaczego w tych snach umiera ktoś, kogo w rzeczywistości nie znam?! Klęczę w nich trzymając w ramionach kogoś, kogo bardzo kocham, krzycząc i zanosząc się płaczem, czuję jak pęka mi serce... I to wydaje się być tak bardzo prawdziwe, tak bardzo smutne, tak niezwykle przerażające - tulę się do życia, które tak bezkompromisowo ulatuje. Budzę się i odetchnąwszy z ulgą zastanawiam się dlaczego mam takie sny i kto w nich jest?
Chyba zawsze uważałem, że sny są odbiciem rzeczywistości, procesem, w którym nasza fantazja "przerabia" to czym obecnie żyjemy. Dzisiejszy sen miał wiele wspólnego z aktualnymi wydarzeniami, choć oczywiście nie był bezpośrednim odzwierciedleniem rzeczywistości. Ale dręczy mnie to okrutnie..., i boli... Nienawidzę tych snów! Boję się, że naprawdę pęknie mi serce, gdy stracę kogoś kogo kocham ponad wszystko inne.
"Spadam..., powoli spadam..."
Tuesday, February 17, 2009 | Author: rafi
Przyjaciel Dół, bywa ze mną częściej niż żel do włosów...
Wiedziałem od dawna, że jestem podły, arogancki, egoistyczny i zły w każdym tego słowa znaczeniu. Zdawałem sobie sprawę z tego, że moje poczucie humoru jest żenujące i obraźliwe. Że mam problem ze swoim attitude (z ang. "podejście", "stosunek").
Dziś, ktoś kogo znam zaledwie kilka dni (nowy współpracownik), przyznał, że tak go wkurzyłem, że po miesiącu niepalenia papierosów musiał wrócić do nałogu. Problem tkwi jednak w tym, że powiedziałem, iż "wyrwę mu nogi z dupy jeśli urżnie sobie palucha" mając w intencji ochronę go przed niechybnym skaleczeniem, patrząc jak kroi chleb. Po kilku godzinach stwierdził, że nie powinienem tak zwracać się do osoby, którą dopiero co poznałem. Cóż... ma rację. Jakiekolwiek przyświecały mi intencje, nie każdy wie, że taki mam po prostu zryty beret... Przeprosiłem, wybaczył, ale ta sytuacja dała mi do myślenia.
Zraniłem całe mnóstwo osób swoimi bezmyślnymi uwagami, wypowiedzianymi na głos myślami. Wydawało mi się, że utrzymuję to w konwencji żartu, nie mając pojęcia, że nie każdy musi je zrozumieć tak jak ja. Stałem się równie głupim osłem jak ci, którzy ranili mnie w dzieciństwie... Dochodzę do wniosku, że w moim życiu brakuje wzorców do naśladowania. Zawsze zarzekałem się, by nie być jak ojciec, jak matka, jak znajomi, jak wrogowie, jak on, ona, oni. A jednocześnie starałem się dopasować do kogoś, przynależeć do jakiegokolwiek towarzystwa, by nie czuć ogłuszającej samotności.
I stałem się snobem.
Nie radzę sobie z tym. Nie wiem, czy moje pragnienie niesienia pomocy innym, współczucie dla tych, którym dzieje się źle, bezustanne stawianie się po każdej ze stron konfliktu, aby go załagodzić..., nie wiem czy to jest prawdziwe, czy tylko wymysł mojej wyobraźni, chęci, których nigdy nie mam zamiar wprowadzić w czyn. Mam wrażenie, że pragnienie bycia dobrym wynika tylko z jakiegoś chorego egoizmu, próby "przefarbowania się" w oczach innych. W moich oczach bowiem widać tylko zło...
Noworoczne postanowienia
Friday, January 09, 2009 | Author: rafi
Nie miałem. Nie mam nawet teraz, choć obiecałem, że coś wymyślę. Po prostu pustka - brak jakichkolwiek pragnień, marzeń, postanowień. Chciałbym, aby tyle rzeczy się zmieniło, w życiu moim i innych, ale chyba nie potrafię ich sprecyzować, nazwać. A może się boję. Bowiem ostatnio jakoś mi te moje postanowienia na dobre nie wychodzą... Więc prawdopodobnie boję się marzyć, obiecywać, czasem nawet myśleć. Żałosne to, wiem. Ale tak już mam i nie potrafię tego przełamać. To chyba depresja jakaś. Pytanie tylko czy sam się z niej wyciągnę, czy też będą potrzebował fachowej pomocy.
Póki co mam postanowienie: w niedzielę coś wymyślę.