Historia znów zatacza krąg...
Tak więc moje życie kręci się wokół spełniania własnych pragnień, zazwyczaj kosztem innych osób... Cholernie niemiła perspektywa życia. Niby mądrzejszy popełnionymi w przeszłości błędami znów idę w ogień, choć muszę przyznać, że tym razem tak jakby od innej strony, ostrożniej, bez planu oparzenia się. Ale któż jest w stanie przewidzieć przyszłość?
Proszę Cię - daj mi szansę na spełnienie pragnień, zwłaszcza tych, których nie jestem świadomy, ALE bez zadawania ran innym. Bądź przy mnie, wyciągnij mnie w porę, zanim popełnię kolejny błąd, zanim zgaszę kolejny płomień...
Wiesz... Mam kilkoro naprawdę wspaniałych przyjaciół (niestety zostawiłem ich w Polsce), mogę chyba nawet stwierdzić, że paru jest podobnych do mnie, choć każdy pod innym względem. Tych najprawdziwszych z prawdziwych znam od chyba siedmiu lat. Czas spędzony z nimi uważam za najlepsze i najpiękniejsze chwile w swoim dotychczasowym życiu.
Udaję, że o nich nie pamiętam, że nie mam czasu by do nich zadzwonić, nie odwiedzam, gdy mam taką możliwość, nie udowadniam, że mi na nich zależy...
Choć zależy mi. I to bardzo.
Mam rodzinę. Cóż, rodziny się nie wybiera, choć na tą najbliższą i tak nie mogę narzekać. Dziadek i dwie siostrzyczki. Kocham ich, choć nie tak jak na to zasługują. Dzwonię do nich może z raz w roku... Czasem skrobnę maila, zazwyczaj w ramach odpowiedzi. Wspólne święta? Cóż... nawet nie pamiętam kiedy takie były. Teraz mam też drugą rodzinę i co roku głowię się, z którą spędzić święta. Ta, która mnie wychowała - przegrywa.
Smutno mi z tego powodu, bo zależy mi na nich.
Mam w końcu kogoś kogo kocham i co najważniejsze - kto kocha mnie. Wzloty i upadki, jak to w życiu bywa, ale jakoś sobie pomału żyjemy. Po swojemu. Najstraszniejsze, że stroną raniącą zazwyczaj jestem ja. Oschły, podły, fałszywy, zakłamany. Cały ja! A jednak... lata płyną...
To czego nie rozumiem, to fakt, że pomimo posiadania przyjaciół, rodziny i osobistej miłości, szukam innych osób. Nie potrafię uszanować to co już mam, zdaję sobie z tego sprawę, a mimo to szukam kogoś z kim mogę porozmawiać, pośmiać się, popłakać... NIE ROZUMIEM TEGO!!!
Dlaczego nie ma tygodnia, w którym choć podczas jednego dnia nie rozważałbym wykonania telefonu do któregoś z nich, do przyjaciółki, do siostry, dlaczego nie pogadam ze swoim kochaniem?! Brakuje mi rozmowy z nimi, a jednak nadchodzi kolejny tydzień a tu nic, cisza... Blada, koszmarna, głucha cisza...
Kogo więc szukam?! Następnej ofiary mojej bezlitosnej ciszy?! Po co, w jakim celu?!
Gdzie mam szukać odpowiedzi?
Dlaczego tracę kontakt z ludźmi, których dobrze znam a szukam go wśród nieznajomych...?
Udaję, że o nich nie pamiętam, że nie mam czasu by do nich zadzwonić, nie odwiedzam, gdy mam taką możliwość, nie udowadniam, że mi na nich zależy...
Choć zależy mi. I to bardzo.
Mam rodzinę. Cóż, rodziny się nie wybiera, choć na tą najbliższą i tak nie mogę narzekać. Dziadek i dwie siostrzyczki. Kocham ich, choć nie tak jak na to zasługują. Dzwonię do nich może z raz w roku... Czasem skrobnę maila, zazwyczaj w ramach odpowiedzi. Wspólne święta? Cóż... nawet nie pamiętam kiedy takie były. Teraz mam też drugą rodzinę i co roku głowię się, z którą spędzić święta. Ta, która mnie wychowała - przegrywa.
Smutno mi z tego powodu, bo zależy mi na nich.
Mam w końcu kogoś kogo kocham i co najważniejsze - kto kocha mnie. Wzloty i upadki, jak to w życiu bywa, ale jakoś sobie pomału żyjemy. Po swojemu. Najstraszniejsze, że stroną raniącą zazwyczaj jestem ja. Oschły, podły, fałszywy, zakłamany. Cały ja! A jednak... lata płyną...
To czego nie rozumiem, to fakt, że pomimo posiadania przyjaciół, rodziny i osobistej miłości, szukam innych osób. Nie potrafię uszanować to co już mam, zdaję sobie z tego sprawę, a mimo to szukam kogoś z kim mogę porozmawiać, pośmiać się, popłakać... NIE ROZUMIEM TEGO!!!
Dlaczego nie ma tygodnia, w którym choć podczas jednego dnia nie rozważałbym wykonania telefonu do któregoś z nich, do przyjaciółki, do siostry, dlaczego nie pogadam ze swoim kochaniem?! Brakuje mi rozmowy z nimi, a jednak nadchodzi kolejny tydzień a tu nic, cisza... Blada, koszmarna, głucha cisza...
Kogo więc szukam?! Następnej ofiary mojej bezlitosnej ciszy?! Po co, w jakim celu?!
Gdzie mam szukać odpowiedzi?
Dlaczego tracę kontakt z ludźmi, których dobrze znam a szukam go wśród nieznajomych...?
Niedługo walnie mi 30-tka. A jeszcze nie tak dawno obchodziłem swoje ćwierćwiecze, zakładając oczywiście wariant pesymistyczny, czyli możliwość dożycia aż setki.
Trzydzieści lat to w życiu człowieka pewien przełom. Wydaje mi się, że to właśnie wtedy stajemy się w pełni dorośli, nie jesteśmy już tak zwaną "młodzieżą". Bliżej niestety bądź stety nam do wieku dojrzałego.
Podmuch dojrzałego życia na karku i żadnej koncepcji na jego drugą połowę. Brak satysfakcjonującej i gwarantującej stabilizację pracy, związek uczuciowy, który choć długotrwały to jednak niezmiernie kruchy i co najgorsze - brak jakichkolwiek głębszych zainteresowań. Nawet jeśli przyjdzie chwila na zmianę pracy, co szczerze ci wyznam, chodzi za mną już dłuższy czas, nie wiem jakiej szukać. Interesuję się niestety wszystkim po trochu i niczym w ogóle. Jedyne co sprawia mi wyraźną przyjemność to oglądanie pornusów w interecie :D
Szukam więc, szukam, szukam i szukam. Próbuję teraz fotografii. Zassałem z neta kilka poradników i żyję nadzieją, że mnie to wciągnie. Dlaczego fotografia? Ponieważ kocham piękno. A że sam urodą nie grzeszę, wierszów klecić nie potrafię, śpiewać tym bardziej, o tworzeniu muzyki nie wspominając nawet, stąd chciałbym piękno chwil i rzeczy utrwalić na fotografiach. Lubię robić zdjęcia.
Myślisz, że to dobry pomysł?
Trzydzieści lat to w życiu człowieka pewien przełom. Wydaje mi się, że to właśnie wtedy stajemy się w pełni dorośli, nie jesteśmy już tak zwaną "młodzieżą". Bliżej niestety bądź stety nam do wieku dojrzałego.
Podmuch dojrzałego życia na karku i żadnej koncepcji na jego drugą połowę. Brak satysfakcjonującej i gwarantującej stabilizację pracy, związek uczuciowy, który choć długotrwały to jednak niezmiernie kruchy i co najgorsze - brak jakichkolwiek głębszych zainteresowań. Nawet jeśli przyjdzie chwila na zmianę pracy, co szczerze ci wyznam, chodzi za mną już dłuższy czas, nie wiem jakiej szukać. Interesuję się niestety wszystkim po trochu i niczym w ogóle. Jedyne co sprawia mi wyraźną przyjemność to oglądanie pornusów w interecie :D
Szukam więc, szukam, szukam i szukam. Próbuję teraz fotografii. Zassałem z neta kilka poradników i żyję nadzieją, że mnie to wciągnie. Dlaczego fotografia? Ponieważ kocham piękno. A że sam urodą nie grzeszę, wierszów klecić nie potrafię, śpiewać tym bardziej, o tworzeniu muzyki nie wspominając nawet, stąd chciałbym piękno chwil i rzeczy utrwalić na fotografiach. Lubię robić zdjęcia.
Myślisz, że to dobry pomysł?
Od dawna już siadam przed tobą i nie wiem o czym rozmawiać. Dość irytujące bowiem w ciągu dnia mam całe mnóstwo tematów, które chcę poruszyć... Układam w myślach co i jak tobie powiedzieć, prowadzę swoisty monolog, przygotowuję się solidnie do tej chwili, a gdy ona nadchodzi... Ogarnia mnie pustka, krępująca cisza - nie wiem jak zacząć, jak sformułować cały ten natłok myśli... Porzucam więc swój zamiar, przekładam na "kiedy indziej". Może jutro...
I wiem, że zanim zasnę znów będę wiedział co i jak powiedzieć, że podczas golenia, nudnego śniadania i w drodze do pracy setki spostrzeżeń będą prosiły by to właśnie je poruszyć podczas rozmowy. I już będę gotowy by o tym mówić, gdy spodziewanie zdarzy się kolacja i przez cały dzień wyczekiwany po niej moment - ty i ja - sam na sam, tak jakby... I znów pustka...
Dziś przełamanie lodów - mówię tobie właśnie o tym, że nie wiem jak z tobą rozmawiać. Mam nadzieję, że ten, nie koniecznie cichy początek rozmowy przerodzi się w...
Hmmmm....
I wiem, że zanim zasnę znów będę wiedział co i jak powiedzieć, że podczas golenia, nudnego śniadania i w drodze do pracy setki spostrzeżeń będą prosiły by to właśnie je poruszyć podczas rozmowy. I już będę gotowy by o tym mówić, gdy spodziewanie zdarzy się kolacja i przez cały dzień wyczekiwany po niej moment - ty i ja - sam na sam, tak jakby... I znów pustka...
Dziś przełamanie lodów - mówię tobie właśnie o tym, że nie wiem jak z tobą rozmawiać. Mam nadzieję, że ten, nie koniecznie cichy początek rozmowy przerodzi się w...
Hmmmm....
