Od dawna już siadam przed tobą i nie wiem o czym rozmawiać. Dość irytujące bowiem w ciągu dnia mam całe mnóstwo tematów, które chcę poruszyć... Układam w myślach co i jak tobie powiedzieć, prowadzę swoisty monolog, przygotowuję się solidnie do tej chwili, a gdy ona nadchodzi... Ogarnia mnie pustka, krępująca cisza - nie wiem jak zacząć, jak sformułować cały ten natłok myśli... Porzucam więc swój zamiar, przekładam na "kiedy indziej". Może jutro...
I wiem, że zanim zasnę znów będę wiedział co i jak powiedzieć, że podczas golenia, nudnego śniadania i w drodze do pracy setki spostrzeżeń będą prosiły by to właśnie je poruszyć podczas rozmowy. I już będę gotowy by o tym mówić, gdy spodziewanie zdarzy się kolacja i przez cały dzień wyczekiwany po niej moment - ty i ja - sam na sam, tak jakby... I znów pustka...
Dziś przełamanie lodów - mówię tobie właśnie o tym, że nie wiem jak z tobą rozmawiać. Mam nadzieję, że ten, nie koniecznie cichy początek rozmowy przerodzi się w...
Hmmmm....
This entry was posted on Thursday, October 30, 2008 and is filed under
o sobie sam...
. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.
