Nie lubię tego typu snów.
A czasem się zdarzają. Tak jak i dziś...
Budzę się z płaczem, przerażony, pełen nadziei, że to był tylko sen i zaraz o nim zapomnę. Jednak po przebudzeniu nie jest wcale lepiej, bowiem zawsze powstaje pytanie: dlaczego w tych snach umiera ktoś, kogo w rzeczywistości nie znam?! Klęczę w nich trzymając w ramionach kogoś, kogo bardzo kocham, krzycząc i zanosząc się płaczem, czuję jak pęka mi serce... I to wydaje się być tak bardzo prawdziwe, tak bardzo smutne, tak niezwykle przerażające - tulę się do życia, które tak bezkompromisowo ulatuje. Budzę się i odetchnąwszy z ulgą zastanawiam się dlaczego mam takie sny i kto w nich jest?
Chyba zawsze uważałem, że sny są odbiciem rzeczywistości, procesem, w którym nasza fantazja "przerabia" to czym obecnie żyjemy. Dzisiejszy sen miał wiele wspólnego z aktualnymi wydarzeniami, choć oczywiście nie był bezpośrednim odzwierciedleniem rzeczywistości. Ale dręczy mnie to okrutnie..., i boli... Nienawidzę tych snów! Boję się, że naprawdę pęknie mi serce, gdy stracę kogoś kogo kocham ponad wszystko inne.
This entry was posted on Thursday, February 19, 2009 and is filed under
o sobie sam...
. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.
